Jestem na świeżo po spotkaniu z moim mentorem. To miał być sobie lunch, bez specjalnego tematu, bo wydawało mi się, że panuję nad wszystkim w stopniu zupełnym i akurat w tym momencie, nie mam potrzeby na zasięganie rad. Jeżeli nie masz problemów, to się zastanów, czy czegoś nie można zrobić lepiej, albo czy nie jesteś w błędzie ;).

W czasie rozmowy uświadomiłem sobie jak dużą wartość ma w kontaktach z ludźmi tytułowa zasada. Jeżeli traktujesz innych tak, jak traktujesz siebie, nie zawsze osiągniesz docelowy rezultat. Ja lubię, gdy ktoś prosto z mostu powie mi co robię nie tak, co mogę poprawić, gdzie popełniłem błąd. Wtedy nie muszę się domyślać, biorę się do roboty i zamykam sprawę. Kiedyś miałem problem polegający na tym, żeby mówić o problemach w projekcie, próbowałem wszystko załatwiać sam, ale było to całkowicie nieefektywne, więc zmieniłem podejście, komunikuję otwarcie co jest nie tak , jaką decyzję rekomenduję i co trzeba zrobić dalej, żeby się pozbyć problemu. Kropka. Prosto i efektywnie,nie?

No właśnie na tym polega trik. Są ludzie, którzy tego typu komunikację odbierają jak bezpośredni atak. Nie mam złych intencji, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Jeżeli ktoś zinterpretuje moje sugestie jako atak, to zamiast skoncentrować się na znalezieniu rozwiązania będę musiał tę osobę uspokoić, wyjaśnić co i jak i dopiero zabrać się do pracy. A dodatkowo nasze relacje się nadszarpną. Netto wychodzi na minus i wprost przeciwnie do starannie zaplanowanej efektywności.

Ważne jest co komunikujesz i jak to robisz. Jak nie odnosi się tylko do tego, że powinno to być konstruktywne, ale też do sposobu, w jaki to powiesz. Coś co dla Ciebie jest naturalne, dla innych może być zbyt bezpośrednie, dlatego zastanów się dwa razy. Im dłużej pracuję w globalnej firme, tym bardziej widzę jak zrozumienie różnic kulturowych, na bardzo subtelnym poziomie stanowi o sukcesie lub porażce. Ale nawet w rozmowie z bliską osobą różnice w doświadczeniu, nastroju danego dnia też na to wpływają.

Ciekawa iluzja. Jeżeli na co dzień rozmawiasz z ludźmi to wydaje Ci się, że możesz każdą rozmowę przeprowadzić bez przygotowania, z marszu. Bzdura! To, że jeździsz samochodem, nie robi z Ciebie kierowcy rajdowego, to że rozmawiasz nie robi z Ciebie negocjatora i natchnionego mówcy. Tak naprawdę większość z nas reprezentuje przeciętny poziom i musi przygotować się do trudnych spotkań. Nie należę do wyjątków i dostrzegam, że muszę nad tym pracować więcej.

Wnioski. Zastanawiam się, czy komunikowanie w mojej strefie komfortu nie poczyni więcej szkody niż pożytku, zastanowię się jak okazać szacunek i docenić pracę, którą druga osoba wykonała i będę bardziej przygotowywał się do trudnych rozmów.