Jeżeli poświęcam czas na przeczytanie książki nt. rozwoju osobistego, obejrzenie inspirującego filmu lub udział w szkoleniu, to od razu zastanawiam się jak wdrożyć to, czego się nauczyłem. Nie zawsze jest to oczywiste połączenie i trzeba się trochę nagimnastykować, żeby znaleźć zastosowanie w prawdziwym życiu, ale w przypadku sekretu jest kilka rzeczy, które można w łatwy sposób wykorzystać od zaraz.
Po pierwsze: bycie wdzięcznym za to, co masz teraz. Od czasu obejrzenia filmu codziennie rano i wieczorem poświęcam chwile na zastanowieniu się za co jestem wdzięczny i napisaniu tego dla siebie. Niesamowicie poprawia humor i dodaje energii. Nie każdego dnia są to wielkie osiągnięcia, zazwyczaj codziennie piszę bardzo podobne rzeczy. Ale dzięki temu ćwiczeniu zacząłem na nowo dostrzegać jak duże mam szczęście w życiu i ile dobrych rzeczy na co dzień mnie spotyka. Standardowo mamy chyba zakodowane w naszej szerokości geograficznej, że skupiamy się na negatywach i tym, czego nie mamy, zamiast cieszyć się tym, co już osiągnęliśmy. Wbrew pozorom nie działa to demotywująco i nie powoduje rozleniwienia. Wprost przeciwnie, mam dużo większą motywację, żeby działać dalej.
Po drugie wizualizacje. Kilka razy zetknąłem się z pomysłem, ale jakoś do mnie nie przemawiał. Zrozumiałem o co chodzi dopiero oglądając film. Sam obraz nie wystarcza. Potrzeba dodać do tego emocje. W filmie człowiek wyobraża sobie wymarzony samochód i wygląda to bardzo sugestywnie. Mam wyznaczone dla siebie cele i wiem, co chcę osiągnąć, ale do tej pory nie nadawałem temu tak plastycznego kształtu. Film zmotywował mnie do przetłumaczenia słowa pisanego na obrazy i emocje dużo lepiej niż Covey. Dodane do listy znalezieni porządnego szkolenia i literatury na ten temat. Jak tylko znajdę to się podzielę wynikami.
Po trzecie zamierzam stworzyć sobie ?mind movie?, wizualizujący co chcę osiągnąć. Pomysł krążył mi po głowie już jakiś czas, ale nie mogłem go zmaterializować, bo tworzenie video-clipu zajmuje sporo czasu. Znalazłem program w sieci, wypróbuję i zobaczymy jak się będzie sprawdzać ;), wyniki eksperymentu wkrótce.
Trzymając się numeracji, po czwarte podoba mi się filozofia ?przyciągania rozwiązań?, jeżeli skoncentrujesz się na ostatecznym rozwiązaniu a nie problemie. Dużo łatwiej jest utrzymać się w ryzach, jeżeli określisz rozwiązanie i myślisz o nim, zamiast roztrząsać trudności.
No i jako ostatni, ale nie najmniej istotny punkt: film autentycznie skłania do marzeń i refleksji, a tego nigdy za mało. Jak obejrzę go sobie jeszcze raz za jakiś czas, może coś jeszcze dodam do listy. Na razie, żeby dopełnić obowiązku rzetelności została mi już tylko krytyka filmu, ale to już kolejny post.

Według mnie film jest świetny, nawet jeśli trochę przesadzony i momentami zbyt euforyczny. Mam wątlpiwości co do teorii uniwersalnej energii i posługiwanie się autorytetami znanych naukowców i wynalazców, ale skupianie się na tym podważa samo przesłanie filmu a to moim zdaniem jest nośne i inspirujące. „Thoughts become things” – to jest motto filmu wokół którego w sprawny i atrakcyjny dla widza sposób obudowano wiele użytecznych rad i podpowiedzi na osiągnięcie w gruncie rzeczy każdego celu, jaki może się nam zamarzyć osiągnąć.
Za wyjątkiem tej strony nie zetknąłem się dotąd z mind movies i ciekaw jestem jakie są Twoje doświadczenia z tą techniką. W zasadzie nie przemawia do mnie ewentualny potencjał wizualizacji (a mind movie jak rozumiem jest rozwinięciem wizualizacji), więc chętnie zapoznam się z wiedzą z pierwszej ręki. Może zrobisz o tym wpis albo podrzucisz linki do stron na ten temat?
Co w filmie rozebrało mnie całkowicie, to prosty sposób na wzbudzenie pozytywnej energii już od samego rana. Radę o pozytywnych myślach i podziękowaniu za wszystko co dobre w trakcie mycia zębów przyjąłem dosłownie i od pewnego czasu korzystam z jej doborczynej mocy :) To jest naprawdę genialne!
Czytałem recenzje książki na merlinie i wp.pl i chyba skuszę się na sięgnięcie po nią. Spodziewam się, że w książce wszystkie rady i teorie będą rozwinięte i poparte głębszą refleksją, bo tej moim zdaniem momentami w filmie brak; chwilami jest lekko komiksowy i odrealniony (przychodzą mi na myśl hiperaktywne i nabuzwoane osoby z awmay…). Książka, jak myślę, jest lepsza.
@Robert: z wizualizacjami tak jak z każdym narzędziem, trzeba poćwiczyć, żeby sensownie działało. Nie wiem, czy dobrze to robię, bo trudno nagrać to co sobie w głowie wymyśliłem :) i sprawdzić z właściwą odpowiedzią ;). Ale odkąd pamiętam zawsze sobie wyobrażałem jak to może być gdy… Kilku elementów jednak nie włączałem do repertuaru: emocji (chociaż zawsze pojawiały się pozytywnie nakręcające), spojrzenia „moimi oczami” w sytuacji, o której myślałem. Nie zawsze też wyborażałem sobie tylko pozytywny obraz tylko sposoby konfrontacji z nim.
Mind-movies są fajnym narzędziem do zrobienia dla siebie, bo sporo trzeba przemyśleć, pobudzają wyboraźnię i skłaniają do myślenia.
Co do potencjału. Ćwiczyłem niedawno to na sobie w całkiem inny sposób, dodatkowo wspomagany przez zewnętrzną osobę. Bardzo dobry efekt. Chwilę po czujesz się mocno zmotywowany, bo przecież już „tam byłeś i odniosłeś sukces”. Naprawdę polecam! :). Tydzień później działa podobnie, nadal jestem narkęcony.
Mariusz, możesz napisać coś więcej o wspomaganych ćwiczeniach potencjału?
To zabrzmiało chyba bardziej skomplikowanie niż miałem to w zamiarze ;). Robiłem ćwiczenie wizualizacji celu długoterminowego (10 lat). Dzięki temu, że ktoś Cię pilnuje, zadaje pytania, prosi o przejście przez proces możesz się skoncentrować na wizualizacji, a przez podpowiedzi zrobić to dobrze. Dodatkowo obecność osoby „z zewnątrz” dyscyplinuje do zrobienia wszystkiego jak należy.
Pozdrawiam
Hmmm, a propos Twoich wątpliwości co do teorii o uniwersalnej energii i nawiązań filmu do nauki – do mnie to właśnie najbardziej przemawia! Jestem raczej sceptykiem, jeśli chodzi o rozwiązania pozostające w sprzeczności z tym, co wykazała nauka, a tu nie tylko sprzeczność nie zachodzi, a nawet fizyka kwantowa i prawa fizyki w ogóle potwierdzają teorię zawartą w filmie. Człowiek naprawdę wykorzystuje około 5 – 7 % własnego mózgu – ci, którzy wykorzystywali więcej tworzyli teorie i wynalazki przyjmowane, udowadniane i pojmowane czasami dopiero stulecia po śmierci odkrywców! Czy jesteś w stanie naprawdę pojąć ideę więcej niż trzech wymiarów? A przecież stworzył ją człowiek, a na dodatek wykazał matematycznie. Energia jest podstawowym budulcem Wszechświata – co do tego naukowcy nie mają wątpliwości, spory toczą się jedynie wokół kwestii jaka jest jej postać pierwotna (superstruny i tego typu, nie będę się rozwlekać;) i fundamentalne pytanie: SKĄD się wzięła? Energia jest bowiem stała, nie może zostać stworzona (perpetuum mobile nie istnieje), jedynie przepływa między układami, przybiera rozmaite formy (na przykład masa wg. szczególnej teorii względności jest jedną z form egzystowania energii), natomiast istnieje zasada zachowania energii, która mówi, że ilość całkowita energii w układzie nie ulega zmianie. Zasada ta jest zawarta w niemal wszystkich innych prawach opisujących Wszechświat – zasady termodynamiki, zasada zachowania pędu, ładunku i masy. Ponieważ zasady działania procesu, które są przedstawione, pozostają w zgodności z tym, co wykazała nauka (przekaz chwilami jest może zbyt zbeletryzowany i trochę w stylu „It’s like magic”), mogę się identyfikować z Sekretem. Gdyby to było czcze gadanie o potędze afirmacji czy nawiedzona propaganda w stylu Amway, przeszłabym obok obojętnie. A tak… może za parę lat będzie to prawo na równi z prawem grawitacji. „No matter if you’re a good person or a bad person – if you fall off a building, you’re gonna hit the ground”:)