Istnieje sobie taki ciekawy mechanizm. Na pewno został gdzieś już fachowo opisany, ale nie szukając dalej opiszę go z autopsji. Na moje potrzeby nazwałem to zjawisko pułapką pierwszego rozwiązania, a przybiera ona postać prymitywnej blokady mentalnej.
Odkryłem ją będąc na zakupach w sklepie na moim osiedlu. Chodzę sobie do tego sklepu po pieczywo. Stojak z pieczywem ulokowany jest najdalszym końcu pomieszczenia od wejścia do sklepu, który ma może ze 18 metrów kwadratowych. Podchodząc do pieczywa mija się ladę chłodniczą, na której leżą małe torebki śniadaniowe. Za każdym razem brałem te torebki i upychałem w nich po cztery bułki, podchodziłem do lady, płaciłem i szedłem sobie do domu zadowolony. Dnia pewnego sprzedawczyni spytała mnie, dlaczego nie wziąłem reklamówki na pieczywo. Zaskoczyła mnie, bo w życiu nie widziałem tam niczego innego niż torebki. Okazało się, że całkiem w rogu jest rolka z reklamówkami i zawsze tam była!
Ha, teraz czas na moje wejście. Newton dostał jabłkiem a ja reklamówką. Człowiek wybiera pierwsze dobre rozwiązanie, które zaspokaja jego potrzebę, nawet jeżeli daleko mu do optymalnego i będącego w zasięgu. Torebki były na miejscu, więc nie rozglądałem się, za reklamówkami, które byłyby sensowniejsze. Gdy się nad tym głębiej zastanowiłem, to odkryłem, że to samo przydarza mi się w poważniejszych tematach. Np. opracowując strategię wdrożenia nowego systemu po wymyśleniu pierwszej opcji, która ma ręce i nogi nie myślę już nad tym, czy istnieje inny sposób, tylko uznaję go za jedyny możliwy i przenoszę mój wysiłek na realizację.
Generalnie jest to naturalne i sensowne, że trzeba zakończyć planowanie i skupić się na wykonaniu, ale jeżeli robi się to za wcześnie traci się możliwość osiągnięcia czegoś naprawdę wyjątkowego, bo ryzykujemy realizowanie znanego nam schematu. Jak się przed tym bronić? Zapisać pomysł na kartce i zacząć od nowa, ew. poprosić kogoś, żeby pomógł wymyślić rozwiązanie totalnie ?od czapy?. Nic nie tracimy, bo w ?najgorszym? wypadku mamy już całkiem sensowny pomysł w szufladzie, a przy odrobinie szczęścia wygenerujemy coś lepszego.
Witam,
Ja w swoim życiu wpadam w inną pułapkę. Pułapkę: „A może da się to zrobić inaczej/lepiej”. I muszę przyznać, że kosztuje mnie to dużo czasu i energii.
Przejście od planowania do wykonania to bardzo trudny dla mnie etap. Jednak z biegiem czasu nauczyłem się to kontrolować. Czasem muszę sobie powiedzieć: „To rozwiązanie wystarczy, bo szkoda czasu na inne”.
Jak widać wszystko zależy od charakteru ;)
Pozdrawiam,
qoob
Pułapka pierwszego rozwiązania nie wykluczna wpadnięcia w manię doskonalenia. Też znam to uczucie. Do trójcy brakuje już tylko „zrobię jeszcze to, bo może się kiedyś przydać”, często spotykana przypadłość u informatyków ;).
Pozdrawiam,
MK
Informatycy mają jeszcze jedną przypadłość: „Jeżeli istnieje choćby cień szansy, że to co robię teraz, będę robił wielokrotnie, to napiszę do tego program/makro/skrypt.” :)
Pozdrawiam,
qoob
Do informatyków czytających: ja też jestem w branży więc trochę smieję się z siebie.
Tak na margniesie to wynika to z wykształcenia, które przykłada dużą uwagę do jakości pracy. Polscy programiści, z którymi pracowałem przykładają dużą wagę do tego, żeby oprogramowanie działało niezawodnie.
Czasem trzeba się upewnić tylko, że nie zawsze perfekcyjna jakość jest wymagana.
Pozdrawiam,
MK