Dzisiaj wchodzimy w bardzo interesujący temat. Żeby ustawić odpowiednio percepcję. Nie jestem guru medytacji, nie jestem członkiem żadnej sekty. Medytacjami interesowałem się już od jakiegoś czasu, ale nie miałem okazji spróbować tego przez długi czas w praktyce. Zawsze wydawało mi się, że jest to strasznie skomplikowana sprawa i bez długiego treningu i pomocy doświadczonego trenera nie da rady tego zrobić.


Pierwszy raz medytowałem w czasie warsztatu rozwoju osobistego organizowanego przez firmę. Wtedy stwierdziłem, że znajdę sobie coś na ten temat, poczytam i spróbuję czy da się coś zrobić we własnym zakresie. Udało mi się znaleźć bardzo fajnie napisaną książkę ?Jak medytować? Lawrence LeShan. Warto ją przeczytać ze względu na podejście, jakie ten człowiek prezentuje. Przede wszystkim jednak sprowadza medytację do zwykłej, a nie mistycznej czynności. Co najważniejsze jednak dopiero z tej książki dowiedziałem się co jest istotą medytacji: skoncentrowanie uwagi.

Praktykując medytacje uzyskuje się lepszą kontrolę na własnym umysłem. Z mojego osobistego doświadczenia: rozpocząłem program, który LeShan proponuje i zacząłem od medytacji liczenia oddechów. Polega to na tym, że liczysz oddechy przy każdym wydechu. Odliczasz od jednego do czterech i później ponownie. Trzeba skupić się na czynności liczenia i jeżeli złapiesz się na tym, że zaczynasz myśleć o czymś innym to delikatnie sprowadzasz uwagę z powrotem na liczenie. Doświadczenie niesamowite. Umysł od razu podsuwa miliony innych rzeczy, o których można myśleć oprócz tego liczenia. Czasem pojawiają się ciekawe pomysły, ale istotą jest tutaj to, żeby się nie pojawiały :).

Po takim ćwiczeniu zorientowałem się jak bardzo nieuporządkowanie działa ludzki mózg, a dodatkowo wyczuliłem się na dekoncentrację swoją i innych. Na pewno znasz uczucie, gdy siedzisz na wykładzie albo spotkaniu i twoja uwaga wędruje w stronę wakacji zamiast skoncentrować się na tym, co się właśnie dzieje. Wcześniej tego nie kontrolowałem w taki sposób. Teraz albo skupiam się z powrotem na temacie, albo proszę o przerwę.

Niestety po pewnym czasie przerwałem cały program, bo żal mi było tych 15 minut z wieczorów, w czasie których i tak miałem mało czasu. Dodatkowo to liczenie oddechów było frustrujące, bo za często mi się nie udawało. Niedawno jednak na innym szkoleniu trener pokazał trochę łatwiejszą w adaptacji metodę. Jest to bardziej technika relaksacyjna niż medytacja, ale jest dobrym ćwiczeniem przed właściwym medytowaniem. Po prostu znajdujesz spokojne miejsce i 5 minut czasu. Siadasz wygodnie, nie musisz siedzieć w pozycji kwiatu lotosu ;), i obserwujesz oddech i nic więcej. Nie wpływasz na niego i nie modyfikujesz tylko obserwujesz jak się unosi klatka piersiowa, jak napełnia się powietrzem, jak robisz wdech i wydech. Pochodzi ona z zestawu ?Mindbody toolkit? Dr. Andrew Weil?a.

Od pewnego czasu codziennie rano przed pracą znajduję te 5 minut, żeby zamknąć się gdzieś na boku i zrobić to ćwiczenie zanim zacznie się dzień. Jest rewelacyjne, bo pozwala zacząć dzień z totalnie czystym i spokojnym umysłem.

Jeżeli chcesz zacząć to kila porad. Zacznij od pięciu minut dziennie i znajdź taką porę, gdzie możesz zrobić to na spokojnie. Żeby kontrolować czas znajdź sobie jakiś delikatny budzik. Jeżeli po 15 minutach wyrwie cię z ?transu? głośne radio to zrozumiesz o czym mówię :), bardzo niefajne uczucie. Spróbuj przez tydzień i zobaczysz czy Ci to pasuje.

Koniecznie napisz o doświadczeniach. Ja też napiszę jak już zacznę lewitować ;)