Ja też chciałbym wiedzieć, bo chyba przegapiłem ten moment. Myślałem, że pewnego dnia się obudzę i poczuję jakąś niesamowitą zmianę w sposobie mojego myślenia i będę dorosły. Nie wydarzyło się to do tej pory, więc chyba mnie ominęło. Przy odrobinie szczęścia ominie mnie też starzenie się. Jedyna różnica jest taka, że kieszonkowego nie wypłacają mi rodzicie, tylko pracodawca, a wielki bandzior zabiera mi znaczną część pod pretekstem ochrony zdrowia między innymi. No ale wracając do dorastania.
Gdzieś wyczytałem, że życie człowieka i osiąganie celów to ciągła walka pomiędzy dwoma rodzajami osobowości. Pierwsza jest jak dziecko, chce zaspokoić jak najszybciej swoje pragnienia, nie interesuje jej czekanie, bo nie zna takiego terminu, najważniejsze jest tu i teraz. Liczy się tylko przyjemność i nic więcej. Druga to dorosły, który planuje przyszłość, kontroluje wszystko, wybiera rozsądnie, potrafi odłożyć przyjemność na później, żeby osiągnąć większą korzyść. U Freuda jest pewnie coś w podobnym stylu, ale nie będę się zagłębiał, żeby nie mieszać.
Cały trik z dorosłością polega zdaje się na umiejętnym skorzystaniu z obu osobowości w odpowiednich proporcjach we właściwym czasie, bo oba mają pewne zalety, które warto wykorzystać dla wspólnego dobra. Dziecko to kreatywność, radość i niepohamowana ciekawość. Nie boi się niczego, bo nie troszczy się o konsekwencje, czerpie energię z tworzenia i zabawy, koncentruje się na krótki czas, ale za to angażuje się całkowicie w to, co robi. Z drugiej strony jest gotowe porzucić wszystko dla ciekawszej zabawki. Dorosły to maksymalny pragmatyzm i równowaga. Określa, co jest rozsądne osiągnąć w długim okresie. Ustala priorytety i organizuje wszystko dookoła.
Jak z wszystkim w przyrodzie, tutaj najzdrowsza jest równowaga. Nie można za bardzo ulegać zachciankom, bo to prowadzi do katastrofy, ale i nie można przeginać z dorosłością, bo wtedy człowiek robi się cokolwiek smutny i też się to kończy katastrofą. Ale można wykorzystać te osobowości w kontrolowany sposób do osiągnięcia lepszych rezultatów.
Jeżeli zdyscyplinujesz się jako dorosły do określenia swoich celów, które są rozsądnie przemyślane i spójne z tym, co chcesz osiągnąć, napuść na ich wykonanie swoją dziecięcą część. Jeśli masz pewność, że to co robisz jest rozsądne, to niech się zajmie tym ktoś kreatywny, kto przy okazji będzie się dobrze bawił. Jak dasz to dorosłemu, to będzie siedział i marudził, ze robi głupoty, zamiast poświęcać się wyższym celom. W tym samym czasie dzieciak wymyśli milion sposobów na zrobienie tego zabawniej. Wszyscy na tym skorzystają. Ryzyko jest tylko takie, że nie będzie wiedział, kiedy przestać, ale to już wcześniej rola dorosłego, żeby to określić.
Jak to działa w praktyce. Raz w tygodniu, w piątki, planuję nad czym będę pracował w kolejnym tygodniu. Tworzę moją listę zadań, upewniam się, że jest spójna z moimi priorytetami, to co się nie mieści ląduje na liście ?kiedyś być może?. To jest ta dorosła część. A później pozostaje tylko otworzyć kalendarz, zobaczyć co jest do zrobienia i wykonać, najlepiej mając przy tym sporo zabawy.
No mam nadzieję, że za bardzo nie odjechałem. Jeżeli ktoś zna się na psychiatrii i właśnie coś u mnie zdiagnozował to proszę o kontakt ;).