Dotarliśmy w końcu do bardziej praktycznej części. Poprzednie posty były konieczne do zrozumienia części wyborów, których dokonywałem później. Przechodząc do rzeczy. Po pierwsze najważniejszym czynnikiem, który spowodował u mnie ponowne zainteresowanie się siedmioma nawykami były spodziewane narodziny dziecka. Po drugie akurat w tym momencie wziąłem udział w szkoleniu z tego tematu, które odświeżyło mi całą tematykę i zmotywowało do działania.


Postanowiłem, że postaram się przenieść kilka technik i narzędzi, które, na codzień wykorzystuję do realizowania zadań w firmie na życie osobiste. Zdaję sobie sprawę jak to brzmi. Jeżeli właśnie pomyślałeś, że facet ma nie po kolei w głowie to jest to zdrowy objaw ;). Nie jest to naturalne i intuicyjne podejście, ale w tym szaleństwie jest metoda.

Skoro firma w taki właśnie sposób podchodzi do wyznaczania celów i ich realizacji, a dodatkowo jest skuteczna, to szkoda byłoby nie skorzystać z podobnego podejścia. Podejście jest następujące. Określasz sobie obszar, w którym chcesz coś osiągnąć, a później rozpisujesz sobie w czasie poszczególne kroki, które muszą się wydarzyć, aby ten cel osiągnąć.

Wyznaczanie celow

Na załączonym obrazku widać część mojego Excela, którego postanowiłem wykorzystać w tym celu. Cały pomysł polegał na rozpisaniu i zaplanowaniu, kiedy i co się wydarzy, żeby popchnąć mnie do przodu w moich postępach. Planowanie na poziomie tygodnia jest z mojego doświadczenia jedynym sensownym podejściem, bo nigdy nie wiadomo, co się przydarzy w ciągu tygodnia takiego, że trzeba przesuwać swoje dzienne zobowiązania.

Tym sposobem rozpisałem kluczowe dla mnie obszary: zdrowie, rodzina, hobby, rozwój osobisty i życie jako takie, które ograniczyłem do 2 ważnych w tamtym momencie rzeczy: urządzenia mieszkania i uporządkowania inwestycji. Określiłem też priorytety, które obszary są dla mnie ważniejsze (1), a które mniej ważne (2 i 3).

Jak sobie czytam co właśnie napisałem, to wygląda to trochę jak podręcznik matematyki, albo jakiegoś innego przedmiotu ścisłego. Miałem wątpliwości, czy jest to właściwe podejście. Moje życie zostało właśnie opisane w komórkach arkusza kalkulacyjnego i zamiast być spontaniczne staje się uporządkowaną, bezduszną instytucją. Generalnie to częsta reakcja, z którą się spotykałem, kiedy opowiadałem o tym podejściu, ale jedno wiem na pewno. Dzięki niemu udało mi się zrobić bardzo dużo rzeczy, które zapewne by się nie wydarzyły gdyby nie to podejście.

Dodatkowo do komputerowej wersji zainwestowałem w korkową tablicę, na której przyklejałem post-it?y z rzeczami do zrobienia na dany tydzień. Założenie było następujące: nie robię sobie przerwy na rozrywkę, dopóki z tablicy nie znikną wszystkie zaplanowane w tym tygodniu zadania. To działało. Wiedziałem przynajmniej, kiedy mam już wolne i mogę sobie odpocząć ?.

Co prawda nie wszystkie cele udało mi się zrealizować, bo część po przemyśleniu przestała być tak ważna i wylądowały w poczekalni. Zaletą takiego podejścia było to, że narzucałem sobie niezłe tempo realizacji tych zadań. Niestety z czasem zaczęły mi narastać opóźnienia i planowanie zaczęło mi zajmować coraz więcej czasu, musiałem przesuwać poszczególne cele. Generalnie przy takim systemie planowania i rosnącej liście obszarów, którymi chciałem się zająć system stał się niewydajny.

Drugim problemem, nawet chyba większym było wyznaczenie sobie wizji końcowej dla tych rzeczy, którymi się zajmuję. Na przykład mój cel jako ojca określiłem jako ?dobrze wychować maleństwo i dbać o jej zdrowie?. Zawsze to lepiej niż nic, ale pozostawia trochę niedopowiedzeń. Co do medytacji byłem trochę bardziej specyficzny ?nauczenie się i utrzymanie medytacji dla poprawy zrowia i rozwoju duchowego?. Co do zdrowia chciałem ?systematycznie dbać o zdrowie przez przestrzeganie diety oraz regularne ćwiczenia fizyczne?.

Poddając te wpisy krytyce powiedziałbym po pierwsze, że wcale nie opisują wizji końca, po drugie nie są wystarczająco dobrze określone, bo co znaczy ?dobrze wychować?? Po trzecie nie są inspirujące na tyle, żeby motywowały mnie do codziennego wyskakiwania w łóżka w pogoni za niedoścignionym marzeniem.

Z drugiej jednak strony to ćwiczenie skłoniło mnie w końcu do zastanowienie się i napisania, co jest dla mnie ważne i co chcę robić, aby to osiągnąć. Napisanie sobie tego wszystkiego było dla mnie bardzo ważne, bo dopiero wtedy stało się dla mnie realne i uświadomiłem sobie, że muszę jeszcze popracować nad rozjaśnieniem mojej wizji przyszłości.