„Myśleć jest łatwo. Działać jest trudniej. Działać tak jak się myśli jest jednak najtrudniej.” 

Pisząc to wszystko obawiam się trochę, że mogę zostać odebrany albo jako nawiedzony, a w dotatku wariat. Albo co gorsza jako święty bez skazy, który operuje na poziome abstrakcji niezrozumiałym przez „normalnych” ludzi. Zatem, żeby nawiązać do „normalności” z proaktywnością: jeżeli za normę uznaje się, że nie zawsze wszystko wychodzi i momentami jedyną rzeczą, na które ma człowiek ochotę to schowanie się na bezludnej wyspie ze względu na niekompetencję, głupotę i arogancję otaczającego świata to przyznaje się bez bicia, że mam takie dni. Dokładnie jak dzisiaj.


Rano się nakręciłem pomstując na moją firmę. Później szlag mnie trafił jak próbowałem wyjechać z garażu a przed drzwiami budowlańcy postanowili akurat składać żurawia i kilka ton żelastwa blokowało nader skutecznie jakikolwiek ruch. Ponieważ się śpieszyłem to adrenalina dosyć szybko podgrzała emocje. Wymiana zdań była dosyć szybka, ponieważ się spieszyłem zdecydowałem się na strategię asertywności, oczekując że usuną żelastwo i ja sobie spokojnie pojadę. Bez wnikania w szczegóły. Poważnie mnie zdenerwoał mnie dopiero tekst „nawet Bóg tu nie pomoże” i „musi Pan poczekać 40 minut”.

Jestem uczulony na „musi”. Nic nie muszę, mogę najwyżej chcieć! Generalnie czas oczekiwania po mojej interwencji u instancji dużo niższej niż Bóg skrócił się do 15 minut, Bóg był zapewne wdzięczny, że nie zawracałem mu głowy duperelami.

Wracając jednak do meritum, czyli emocji i proaktywności. Po pierwsze, nie wierzę, że Covey nie ma takich dni, gdy chce komuś przyłożyć. Każdy odczuwa emocje, także te negatywne. To co odróżnia proaktywne podejście to zrozumienie emocji. Jeżeli już się wkurzam, to zdrowo jest wkurzyć się do końca i dać ujście emocjom, ale później zastanowić się co było tak naprawdę przyczyną i jak mogę ją usunąć, żeby się nie pojawiała.

Morał: zdenerwowanie nie jest złe, nawymyślanie do siebie na kogoś też nie jest złe. Złe się robi dopiero, gdy nie próbujesz nic z tym zrobić i jest Ci dobrze z tym, że narzekasz. Jeżeli chodzi o moje narzekanie na pracę, o którym wspominałem to sprawa jest już na dobrej drodze i działam tak, żeby się rozwiązała.