„Czasem, żeby zobaczyć zmianę w świecie, trzeba jej dokonać własnymi rękami.” Clint Eastwood.

Po wczorajszym wentylu miałem kaca moralnego. Bo czuję pewien dyskomfort. To, że niewiele mogę zrobić z tym co się dzieje w Polsce jednak mnie uwiera. Dosyć regularnie wraca mi do głowy pomysł zaangażowanie się w jakąś pozytywną zmianę, a ja ciągle wrzucam go na listę do zrobienia kiedyś. Robię to z kilku powodów: po pierwsze, chcę być pewien, że zapewnię najpierw niezależność finansową rodzinie; po drugie, nie lubię robić rzeczy, które są nieprzemyślane i na które wiem, że mogę nie mieć  wystarczająco dużo czasu, żeby nadać im rozpędu, dlatego świadomie nie zaczynam.


Ale pomysłem mogę się podzielić, może ktoś go podchwyci i zrealizuje. Zainspirowała mnie akcja zbierania podpisów przez Gazetę Wyborczą pod jakimś listem o odwołanie obojętnie kogo. Zebrali 40 000! Marzy mi się inicjatywa obywatelska niezależna od partii politycznych. Wiele osób jest w bardzo podobnej sytuacji jak moja: pracują dosyć dużo, mają małe dzieci, niewiele czasu dla rodziny, dlatego nie mogą czynnie zaangażować się w działalność społeczną, bo po 18:00 już niewiele się dzieje, a od czasu do czasu chcą spędzić czas z rodziną. Ci ludzie to w dużej mierze dobrze wykształceni specjaliści z dużym potencjałem.

Jak wykorzystać ten potencjał? Dać im możliwość wkładu w budowanie Polski po godzinie 21:00, albo w przerwach na kawe czy lunch. Jak mogłoby to wyglądać technicznie. Organizujemy portal, na którym ludzie mogą zgłaszać propozycję ustaw, zmian w prawie, ew. listów poparcia lub protestu w określonej sprawie. Osoby, które mają pomysł na poprawienie prawa, mogłyby go przedyskutować ze specjalistami na forum, doprowadzić do postaci ostatecznej, a inni mogliby oddać swój głos wspierający. W ten zainstiałoby miejsce konstruktywnej dyskusji obywateli.

Kryje sie za pomysłem wiele pułapek: próba przechwycenia i upolitycznienia całego przedsięwzięcia, mniejsze i większe gierki ludzi tworzących fizyczne struktury całej organizacji (ktoś musi fizycznie zebrać podpisy), przerodzenie się pomysłu w jakąś tubę propagandową. Dlatego właśnie nie chcę zaczynać czegoś takiego w tym momencie.

Istnieje już coś niby podobnego Referendum 2007 . Bardzo podoba mi się energia pomysłodawczyni i naprawdę proaktywne podejście do sprawy, ale nie podoba mi się wstępny przekaz. Całość zaczyna się od określania swojej tożsamości jako coś „anty-bracia Kaczyńscy”. To u mnie zapala czerwoną lampkę: a co jak już nie będzie „wroga”? Jaki jest kierunek, czego oczekujemy jako wyniku końcowego? Mam nadzieję, że się mylę i powstanie coś na kształt mojej wymarzonej instytucji.

Czego sobie i wam życzę ;).