Podobno każdy ma coś takiego. Siedzi sobie w głowie i od czasu do czasu, albo nawet dosyć często się odzywa. Niektórzy mówią na to sumienie, niektórzy po prostu „głos wewnętrzny”. Ciekawe ile osób nadaje mu własne imiona? Ja powoli dojrzewam, żeby jednak mój jakoś nazwać bo dzisiaj zaobserwowałem w końcu jego podstępne działanie ;).


Siedzę sobie przed komputerem, rodzina śpi, a ja staram się nadrobić moje nieszczęsne zaległości. Nie idzie mi tak jakbym chciał, ale jednak posuwałem się do przodu. W pewnym momencie zdecydowałem się na taktyczną przerwę na kawę, którą mój głos wykorzystał na przemówienie do mnie. I wtedy mnie tknęło: po której on tak naprawdę gra stronie?

To podstępna bestia jest. Ja mam ułożony plan na życie, który chcę konsekwentnie realizować, a tutaj słyszę dosyć rozsądne argumenty: „Facet, przecież dziś niedziela. Sam mówiłeś, że nie będziesz pracował. Wrzuć na luz. Zobacz, przecież jutro nie masz żadnych spotkań w pracy, spokojnie rano usiądziesz i napiszesz to co masz do napisania. Nawet nikt nie zauważy. Przecież odpoczynek jest ważny i relaks też ci się przyda.”

I teraz bądź tu człowieku mądry, który to dzisiaj mnie naszedł: sumienie czy ten z widłami od ognia piekielnego? Dylemat nie do rozwiązania jak na tę godzinę i stan umsyłu. Trzymam się pierwotnego planu, postaram się wygrać z pokusą.

A jeżeli teraz myślisz „Co on bredzi, jaki głos! Ja nie mam żadnego wewnętrzengo głosu!” to właśnie przemówił do Ciebie twój własny ;).