Mój dobry kolega dzwoni do mnie o 14:15 i z zażenowaniem mówi: „Wiesz Mikołaj, nie wyrobie się na tą 14:30, bo tu muszę jeszcze jedną sprawę załatwić, proszę odwołajmy to spotkanie”. Innego dnia zapomina przynieść mi obiecanej już dawno książki. Kolejny raz dzwonię do niego bezskutecznie – znowu wyładowana komórka. Kiedy wreszcie udaje nam się spotkać, wspomina: „Jestem tak zawalony, że już nie daje rady. Przydałaby się jeszcze jedna dodatkowa godzina w dniu – byłoby chociaż trochę luzu”. Taki przypadek to niestety dość powszechna sytuacja, który skłania mnie do opisania kilku refleksji na temat tego, czym jest efektywność personalna, a czym nie jest, jaka jest jej geneza i dlaczego warto się nią zainteresować.

Wracając do naszego przypadku, niestety – ta dodatkowa godzina absolutnie nic by nie zmieniła! Nie zmieniłaby, bo to nie brak czasu jest tutaj problemem. Czas jest wymiarem, który w jakikolwiek sposób go mierzymy (godzinach, dniach, latach) i tak płynie nieubłaganie, nie możemy go ani kontrolować, ani magazynować. Co gorsza, nikt z nas nie zna końca swojego czasu. Nie możemy więc zarządzać czasem. Może to problem priorytetów? My takie priorytety mamy, instynktownie je wyczuwamy, ale one także nie podlegają zarządzaniu. Jeśli chodzi zaś o informacje – to w dzisiejszym świecie jest ich taki nadmiar, że chcąc nimi zarządzać, przy pierwszym wejściu do biblioteki lub Internetu musielibyśmy eksplodować…

Jedyne, co ma sens i może przynieść realne efekty to zarządzanie własnym działaniem – tym, co, jak i kiedy robimy, a także tym, czego nie robimy. I tym właśnie zajmuje się efektywność personalna. Jej celem jest osiągnięcie maksymalnej produktywności i jednocześnie uczucia zrelaksowania, zarówno w życiu zawodowym i prywatnym zawsze, gdy tego chcemy. W praktyce pozwala nam na przykład:
• zaoszczędzić czas w pracy i w domu (i móc wykonywać więcej rzeczy bądź mieć więcej wolnego czasu)
• nie zapominać o zadaniach do wykonania (i nie narażać się na konsekwencje z tego wynikające)
• nie marnować czasu (na robienie tych samych rzeczy wiele razy)
• nie nawarstwiać niezałatwionych spraw (co wpędza nas w poczucie winy i stres)
• mieć poczucie efektywności i sensowności własnych działań (co jest nam niezbędne do poczucia sukcesu w życiu)
Brzmi to wszystko bardzo obiecująco, ale właściwie ktoś może powiedzieć: „Ale jakie są źródła naszych obecnych problemów z efektywnością? Kiedyś ludzi się tym nie interesowali i też sobie jakoś radzili”. Odpowiadając najogólniej jak to możliwe – źródłem są zmiany w otaczającym nas świecie.

Jak zauważa David Allen (twórca popularnego systemu „Getting Things Done”) natura naszej pracy zmieniła się szybciej, niż nasza zdolność do jej wykonywania. Jeszcze w I połowie XX wieku dominującym typem pracy mas ludzi była praca oparta na czynnościach typu „wykonaj i przekaż dalej”, prostej, oczywistej, doskonale określonej jak np. pakowanie w kartony, oranie pola, malowanie płotu itp. Pracy, w której wiadomo, co dokładnie trzeba zrobić, jak to zrobić i kiedy to będzie ukończone. W drugiej połowie XX wieku nastąpiło przejście w kierunku (jak to określił znany guru marketingu i biznesu Peter Drucker) „pracy opartej na wiedzy”.

Organizacja konferencji, zmotywowanie zespołu projektowego, negocjacje z klientem, analiza rynku – nie zawsze jest jasne jak najlepiej wykonać daną czynność – dostępnych jest szereg różnych podejść i metod. Mamy przy tym do dyspozycji dosłownie nieskończoną ilość informacji – poprzez sieć oraz udoskonaloną komunikację (telefonia mobilna, komunikatory internetowe). Ta przytłaczająca ilość informacji prowadzi z kolei do większej niejednoznaczności. To sprawia, że aby być efektywnym i aby osiągnąć optymalne wyniki, musimy podejmować odpowiednie wybory.
Że nie wystarczy pracy wykonywać, ale trzeba ją przemyśleć, zorganizować, zaplanować. Ponadto granica pracy opartej na wiedzy to nieskończoność, niezdefiniowana perfekcja, a my możemy tylko starać się jak najbardziej do niej zbliżyć.

Drugim źródłem problemów z efektywnością jest zwiększona częstotliwość zmian naszych obowiązków. Kto z nas wykonuje w tej chwili dokładnie to i tylko to, do czego był zatrudniony? Zmieniające się produkty, cele, partnerzy, klienci, rynki, technologie reorganizują struktury, formy działania, role i obowiązki. Obecnie (w szczególności jest to widoczne na Zachodzie) zmieniamy całą ścieżkę kariery tyle razy ile kiedyś było zmieniane stanowisko pracy. Dziś pracownik jest bardziej wolnym strzelcem do wynajęcia, u którego obok umiejętności miękkich (tj. negocjacje, umiejętność pracy w grupie, przywództwo) ceniona jest najbardziej właśnie ogólna umiejętność efektywnego działania w ciągle zmieniających się warunkach.

Zmiany, które przynosi czas, powodują więc z jednej strony poprawę jakości życia, a z drugiej zwiększają wymagania, konkurencję, a tym samym stres i napięcie. W tej nowej rzeczywistości – dopuszczamy do siebie ogromne ilości wpływającej informacji i komunikacji ze świata zewnętrznego i generujemy równie duża ilość pomysłów i ustaleń sami w sobie. Jednak nigdy nie zostaliśmy specjalnie przygotowani i wyposażeni, aby umiejętnie radzić sobie z tymi nowymi wyzwaniami. W szkołach publicznych uczono nas intensywnie np. o budowie komórek pierwotniaków, ale o technikach, które pomogłyby nam poradzić sobie w tych nowych warunkach, nikt nie wspominał. Także w innych, pozaszkolnych źródłach rzadko można było zetknąć się z tą problematyką – uznajemy to jako stan zastany, jako coś zupełnie oczywistego.

Bardzo wiele ludzi pracuje więc, nie zdając sobie sprawy jak powinien wyglądać proces takiej pracy. Choć jednocześnie…..wielu ludzi ma permanentne odczucie, że ma za dużo rzeczy do zrobienia i za mało czasu na to wszystko. Czują się w pewnym stopniu sfrustrowani i zagubieni, co do tego jak tą sytuacje zmienić. Dokładnie tak jak wspomniany na początku przypadek mojego kolegi. Doskonałą odpowiedzią i rozwiązaniem mogą być właśnie techniki efektywności personalnej, które niniejszym bardzo gorąco wszystkim polecam. Zmieniły one moje życie, może mogą także zmienić Wasze!

Kategorie : Działanie

Nie tak dawno popełniłem wpis o pasji, pracy i ich łączeniu Przekształcanie pasji w biznes. Z tezą, że łączenie obu raczej nie jest najlepszym pomysłem. Po trzech miesiącach zmieniam zdanie. Boję się pomyśleć, co się stanie po kolejnych trzech ;). Tym bardziej, że kiedyś też już pisałem o moich próbach łączenia hobby z biznesem pisząc o grach komputerowych . No ale po kolei.

Człowiek uczy się na doświadczeniach, jeszcze wszystkich nie przeżyłem do końca, więc różny punkt widzenia u tego samego osobnika, czyli mnie, może być wybaczony. Mam nadzieję przynajmniej ;). W międzyczasie miałem okazję sobie temat przemyśleć jeszcze raz, trochę się zadziało, miałem okazję przedyskutować temat ze znajomymi i przyjaciółmi. Sam na nowo odkryłem co mnie kręci. Generalnie spójrzmy na temat raz jeszcze. Czy warto łączyć swoją pasję z pracą?

Stan mojego umysłu na dzień dzisiejszy: to może być całkiem niegłupi pomysł ;). Ważne jest jednak co najmniej kilka wymiarów do rozpatrzenia:
1. Czy chcesz w jakikolwiek sposób komercjalizować swoją pasję?
Tutaj trzymam się mojego poglądu, że świadomy wybór oddzielający zarabianie od pasji i hobby jest jak najbardziej ok. Nie wyobrażam sobie, żebym zarabiał kiedykolwiek na życie biegając czy walcząc w ringu, albo pisząc książki historyczne. Sam też już na pewno nie będę tworzył gier komputerowych. Jednak nie wykluczam, że kiedyś jako jeden z moich projektów zrealizuję na przykład przedsięwzięcie związane ze stworzeniem jakiejś fajnej gry, albo napiszę coś o historii zarządzania projektami ;).

W chwili obecnej zarabiam na przekładaniu na rozwiązania biznesowe mojej fascynacji zarządzaniem projektami, efektywnością i coachingiem. Reszta pozostaje moim hobby i na razie tak będzie. Przez chwilę straciłem z oczu fakt, że zarządzanie projektami tak bardzo mnie kręci :). Byłem już zmęczony tematem, wałkowaniem tego na różne sposoby, aż udało mi się odkryć w jaki sposób spojrzeć na ten temat w świeży sposób (stworzyć kurs dla ludzi, który da się opisać na 5 stronach), oprzeć to o moje silne strony (ciekawość i skłonności naukowe) i wypracować spójny kierunek biznesowy (w końcu ;) ).

To zmęczenie zasłaniało mi prostą prawdę: ja już żyję z mojej pasji . A może być jeszcze lepiej.

2. W jakim okresie twoje nowe zajęcie dostarczy Ci satysfakcjonującego poziomu życia?
Kluczowy temat. Przełożenie konkretnej i potrzebnej na rynku wiedzy na biznes jest łatwiejsze niż na przykład znalezienie sposobu na zarabianie na budowaniu modeli samochodów z pestek winogron. Specjalnie podałem taki przykład, bo czasem trzeba nieźle się nakombinować, żeby znaleźć zastosowanie dla swojej pasji. Ale jakoś jestem w stanie się założyć, że da się zarobić na wszystkim. Pytanie jak dużo i w jakim czasie. Jeżeli to trudniejsza droga, to warto sensownie rozplanować przejście z obecnego źródła dochodu na to „pasjonackie”. Ostatnio widziałem gdzieś reportaż o człowieku, który rzucił wszystko, żeby budować rzeźby z klocków lego. I już po pięciu latach zaczął na tym zarabiać ;). Ale przynajmniej opowiedzieli o nim w każdej telewizji na świecie chyba. Więc pewnie jest to kierunek.

3. W jaki sposób zabierzesz się za przełożenie pasji na pracę?
Nawiązując do tego co wyżej. Najprawdopodobniej będziesz musiał samemu wypracować sobie sposoby na to, żeby dobrze sprzedać swoje talenty. I skupienie się na samej pasji może nie być do końca możliwe, bo trzeba będzie kombinować jako jednoosobowe przedsiębiorstwo co z tym wszystkim zrobić. Generalna rada? Chyba tylko generalnie zakrojony rozwój w zakresie 360! Marketing, sprzedaż, networking, finanse – wszystko! Praca z pasją i dla pasji to niestandardowa droga. I na dzień dzisiejszy zakładam, że wymaga jednak niezłej orki jeżeli mają być z tego efekty. Bywa, że ktoś zatrudni Cię w swojej „stajni talentów” i zapewni warunki do realizowania siebie, ale jestem sceptyczny co do tego jak często tak się może stać. Chociaż nauczony doświadczeniem niczego nie wykluczam ;). Generalnie „Módl się jakby wszystko zależało od Boga. Pracuj jakby wszystko zależało od Ciebie.”

4. Jak bardzo kochasz to co robisz i czy trudności nie spowodują, że to znienawidzisz?
Wniosek z ostatnich tygodni. Formlności związane z funduszami dla Zqeez mocno podkopały mój entuzjazm do projektu :( i chwilowo skupiłem się na czym innym (zresztą inaczej to byłoby samobójstwo). Nie ma możliwości, żeby Zqeez się nie udał, ale opóźnienie załapie :(. Trzeba odbudować pewne straty. Gdyby nie to, że teraz trzeba go już zrobić ;) i wzajemne podtrzymywanie się na duchu to pewnie jeszcze jeden genialny polski start-up wylądowałby na śmietniku historii, a tak będziemy ciągnąć go dalej. Moje przeczucie wynikające z doświadczenia: nieudeptana ścieżka = milion problemów. Nastaw się na to i myśl w kategoriach „gdzie będę za rok jak rozwiążę te małe problemy” – ułatwia działanie. Upewnij się po prostu, że masz wystarczająco grubą skórę, żeby to znieść.

Już mi przyszło do głowy, że będę musiał zrobić dodatkową rundkę po znajomych, którzy wymyślili sobie tego typu zabawę i porównania doświadczeń. Bo temat mam przeczucie będzie jeszcze wracał nie raz. Ciekaw jestem waszych przemyśleń, bo sam nie jestem pewien swojego zdania ;).

Kategorie : Misja, Rozwój osobisty

Jak można przyłapać się samemu na tym, jak bardzo mocno mamy zakotwiczone pewne nawyki. Widzę książkę drukowaną to sobie od razu myślę „przeczytam ją”. Przeczytanie jej oznacza systematyczne zapoznanie się z treścią od pierwszej strony do ostatniej strony okładki. Tym sposobem ogarnia się całości i książkę można „odhaczyć”.

W przypadku tej właśnie to się nie sprawdzi. Bez sensu. To prawda, że niektóre poradniki czyta się jak fabułę, a po ich ukończeniu człowiek czuje, że ogarnął całość. Ta książka jest pomyślana i napisana trochę inaczej i dużo bardziej jej struktura pasuje do hipertextu niż tradycyjnego druku. Ale z drugiej strony jej zawartość jest na tyle przydatna na co dzień, że warto mieć ją pod ręką.
Czytaj całość… →

Kategorie : Działanie

Kto oglądał 300? Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił to proponuję nadrobić zaległości. Jeżeli ktoś nie czytał książek o Indianach też proponuję nadrobić. Taka refleksja do mnie trafiła, że wraz z rozwojem cywilizacyjnym strzeliliśmy sobie w duchowe kolano. Im dalej w las, im wyższe wykształcenie tym większe poczucie, że liczą się tylko obecne zdobycze naszej techniki, wiedzy i kultury, a wszystko co stare trzeba schować w schowku na szczotki albo wywalić na śmietnik.
Czytaj całość… →

Kategorie : Misja

Pojawiło się na naszym rynku wydawnictwo Flashbook.pl. Bardzo ciekawa koncepcja i port folio książek, które znajdują się w ofercie. Nastawione na praktyczne wykorzystanie wiedzy psychologicznej. Kurczę, bardzo fajny pomysł. Zgodny z duchem tego, co sam mocno popieram: wiedzy mamy od groma, ale praktyczne zastosowanie i przykłady jakby nie istniały. Teoria nie przekłada się na praktykę.

Jedną z książek, które dostałem do recenzji to właśnie tytułowa Problem-Rozwiązanie. Autor był konsultantem bardzo znanej firmy doradczej, znanej też z tego, że wyposaża swoich doradców w świetny warsztat do rozwiązywania problemów. W książce pojawiają się trzy historie, na podstawie których pokazane są narzędzia rozwiązywania problemów.

No i teraz tak. Książka zabiła mi ćwieka i się zawiesiłem. Poważnie. Po jej przeczytaniu, poszło mi dosyć szybko, nie wiedziałem co o niej sądzić. Pojawiło się w głowie stwierdzenie „przecież to jest oczywiste, więc o co chodzi?”. (Książka jest światowym bestsellerem). No i uruchomił się cały proces myślowy. Po pierwsze jest napisane prostym językiem, bo była pisana dla dzieci, jako podręcznik do radzenia sobie z trudnościami. Znowu szczytna idea, pod którą bym się podpisał obiema rękami. Dzieci powinno się uczyć jak rozwiązywać problemy, żeby były samodzielne i już. Co się okazało, wiele dorosłych osób zaczęło kupować książkę i uznały ją za odkrycie! To tym bardziej mnie zdziwiło.

Trochę trwało (przyznaję, tutaj komórki nie pracowały mi najwydajniej) dojście do wniosku, że to nie tylko dzieci potrzebują takiej lektury, ale wielu dorosłych nie przeszło przez szkołę dużych korporacji, które szkolą pracowników w tej dziedzinie. Coś, co oczywiste dla mnie niekoniecznie będzie oczywiste dla innych. Pod względem przedstawionych sposobów rozwiązywania problemów książka trzyma się zasady 80/20. Jeżeli nie przechodziłeś szkolenia z rozwiązywania problemów i nie stosujesz tego na co dzień w pracy dostaniesz esencję. Jeżeli siedzisz w temacie długo i na co dzień pracujesz zarządzając projektami lub prowadząc projekty doradcze raczej tylko odświeżysz swoją wiedzę.

Jest jedna rzecz, która mocno utkwiła mi gdzieś w głowie. Książka bardzo mnie zainspirowała, ustalając trochę kierunek mojej własnej pracy nad programami szkoleniowymi czy moją książką (jest taka w planach). Ludzie nie oczekują jeszcze bardziej skomplikowanej teorii, tylko rozwiązań, które są praktyczne, opisane w formie przykładu, żeby móc się do niego odnieść, prostym językiem, żeby nie marnować czasu na zgadywanie co autor miał na myśli. Zwyczajnie zazdrosny jestem, że jeszcze takiej książki sam na koncie nie mam ;).

Nie będę wystawiał ocen w żadnej skali bo to bez sensu. Uważam, że ta książka w polskich realiach to lektura obowiązkowa dla każdego, kto zaczyna pracę w biurze. Na pewno natknie się na problemy, które stosując proste techniki da się ogarnąć. Studenci i maturzyści też powinni się jej przyjrzeć. Dzięki temu da się rozwiązać problemy jak przeżyć do pierwszego, jak wybrać właściwe studia, ew,. potencjalnego pracodawcę. Gdyby do książki ukazywały się dodatkowe historie związane z sytuacjami życiowymi byłoby idealnie. Tak trzeba włożyć własną pracę w przełożenie nowej wiedzy na swoją sytuację, ale bez tego nic nie powstanie.

Generalnie polecam waszej uwadze.

Kategorie : Zasoby
sie
16

Czy wiesz, że masz motor?

Komentarzy (3)

Amerykańscy sprzedawcy na początku rodzenia się kapitalizmu w Rosji wybrali się tam ze swoją ofertą handlową. Sprzedawali piły spalinowe, wybrali się w okolice Syberii. Tamtejsi drwale żądni nowinek technicznych, ale jednocześnie bardzo praktyczni zapytali, ile drzew może drwal ściąć dziennie taką piła. „Nawet 50” – pochwalili się sprzedawcy. „To bierzemy” – ucieszyli się drwale. Jakiś czas później w siedzibie amerykańskiej firmy odzywa się telefon i w słuchawce słychać zbulwersowany głos jednego z drwali „Oszukaliście nas! Najlepszy drwal u nas ledwo cztery drzewa potrafi ściąć! Zabierajcie sobie te piły w cholerę!”.
Czytaj całość… →

Kategorie : Działanie, Planowanie

… czyli ciężki wybór coacha

RozwójPopatrz tylko na ten obrazek, czyż nie słodziutki? Troskliwe dłonie coacha i jego opieka pozwalają małej roślince wzrastać, aż stanie się silnym dębem, Bartkiem co najmniej i wtedy troskliwe dłonie zajmą się innymi roślinkami. Rozczulające… Nie wiem dlaczego mnie drażni ta metafora, tym bardziej, że sam z niego kiedyś korzystałem. Ale jak dla mnie to lepsza metafora dla wychowywania dzieci niż wsparcie rozwoju dorosłego człowieka.
Czytaj całość… →

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek.

Czytaj całość… →

Kategorie : Działanie, Planowanie
sie
06

Niech żyje naiwność

Komentarzy (4)

…bo tylko naiwni są gotowi na szalone kroki

Jedną z cech, której zawdzięczam robienie fajnych rzeczy, rozwój i osiągnięcia jest moja wrodzona naiwność. Od razu uprzedzam wszelakich cwaniaków, którzy po tych słowach będą chcieli mi coś wcisnąć – z wiekiem rozwinąłem podejrzliwość, więc już za późno ;). Demencja starcza (prawie 33) nie pozwala mi dociec, czy już o tym pisałem, czy tylko myślałem. Zaczynam się o siebie niepokoić.
Czytaj całość… →

Kategorie : Osobowość
sie
03

Mea culpa

Komentarzy (9)

Niedługo będę chodził po ulicach wzorem mnichów z Monty Python’a stukając się deseczką w czoło w ramach pokuty ;).

Czytaj całość… →

Kategorie : Rozwój osobisty